znałam tak, jak typowy turysta : mówiliśmy sobie dzień dobry, kilka razy podyskutowaliśmy o pogodzie , poczęstowałam go papierosem.... Miałam nadzieję, że w czasie tego wyjazdu w Bieszczady będę miała okazję poznać go lepiej, bo miałam przywieźć do Warszawy małego, szaro - niebieskiego kotka z wypału.
Wszystko było już poustalane, gdy dotarła do nas wiadomość, że Olek nie żyje.
Małym niebieskim zajął się troskliwie pan leśniczy i jego rodzina, od nich kotka odebraliśmy i po wszystkich traumatycznych przeżyciach ma już teraz dobry dom w Warszawie.
Gdy zajrzałam na wypał podczas spaceru do Łopienki ze wzruszeniem zobaczyłam na drzewie zdjęcie Olka
Dziś dotarła do mnie kolejna zła wiadomość : ktoś włamał się i doszczętnie splądrował barak Olka na wypale. Zabrał nawet karmę dla kotów, tych, które pozostały na wypale, czekając na nowego gospodarza....