Ten widok lubię o każdej porze dnia i przy każdej pogodzie.....
sobota, 30 sierpnia 2014
Z widokiem na Durną
Ścieżka z widokiem w stronę Durnej to nasz ulubiony punkt widokowy. Tam najdłużej możemy obserwować zachodzące słońce, a i widok na gwiazdy zacny jest.... I choć odkąd w pobliżu ścieżki został zainstalowany kibelek trudniej tam o skupienie i medytacje, to i tak ławeczka ma wielu zwolenników. Można też zawsze nieźle nastraszyć wracających z kibelka turystów...
Ten widok lubię o każdej porze dnia i przy każdej pogodzie.....
Ten widok lubię o każdej porze dnia i przy każdej pogodzie.....
piątek, 29 sierpnia 2014
Księżyc
Tym razem w czasie pełni nie było pięknego, bezchmurnego nieba... Generalnie mało było typowego, wygwieżdżonego, Łopieńskiego nieba... A na dodatek nie było statywu
środa, 27 sierpnia 2014
Bazowy zwierzyniec
... stanowiły w tym roku kociaki kotki z Olusiowego wypału, a potem także Luna i Taymyr...
Pingusia - kotka Olusia, która dzielnie przetrwała zimę - któregoś dnia swoje powite w dzwonnicy kocięta przyniosła na stryszek naszej wiaty. Widać zaufała, ze dobrze się nimi zaopiekujemy. Podobno przenosiny przeprowadziła w jeden dzień, a to aż pięć kociąt i co najmniej piętnaście minut drogi dla człowieka , na dodatek przez dwa strumienie i dobrze pod górę!!
Gdy na początku sierpnia dotarłam na Bazę, kociaki były już odstawione definitywnie od mamy i cyca, Pingusia pojawiała się u nas tak mniej więcej raz na trzy dni, robiąc drobną inspekcję i pewnie przynosząc maluchom jakieś "smakołyki". Kociaki coraz odważniej pojawiały sięe wśród turystów, bardzo szybko nauczyły się, że gdy rano ktoś pojawia się pod wiatą, to jest szansa na jakieś jedzenie. Szczególnie pilnie pilnowały pór karmienia małej Ronji, karmionej mlekiem modyfikowanym....
Dość charakterystycznym dźwiękiem bazowym stał się odgłos kocich łapek na stryszku, a do ulubionych zabaw należało wyciąganie sznurówek z butów suszących się przed kominkiem
Potem już nawet dawały się miziać i siadały na kolanach. To akurat w dużej mierze zasługa licznych naBbazie dzieci, które za punkt honoru stawiały sobie pogłaskać kotka...
Kłopoty zaczęły się, gdy na bazie pojawiła się Luna , czyli pies na koty...
Kilka razy koty musiały szybko ewakuować się na drzewo, na które łatwo się wchodziło, ale czasami gorzej było z zejściem
Temu, który bał sięe najbardziej....
....zebrane na dole rodzeństwo najpierw dodawało otuchy....
....a potem pokazało, jak to zrobić ...
Zostawiony pod drzewem pasztecik też zrobił swoje i w końcu cała piątka znalazła się na dole.
Ale od tej pory większą część dnia koty spędzały na stryszku, na zejścia pod wiatę wykorzystując czas kiedy Luna ( i Tymyr, który podobno kotów nie goni, ale tak dla towarzystwa Lunie....) spały albo wychodziły z bazy.
Wszyscy - nawet ci, tylko przechodzący przez Bazę - turyści byli zachęcani przez nas do zabrania ze sobą choć jednego kociaka.. Niestety, chętni się nie znaleźli...No a Baza czynna będzie tylko do pierwszych dni września.
Na szczęście Dominice udało się znaleźć kotom dom tymczasowy w lecznicy w Lesku, gdzie kociaki zostały przewiezione i gdzie czekają na swoje nowe domy.
Niestety, problem kotów nie został do końca rozwiązany, gdyż pod cerkwią oprócz Pingusi spotkać mozna tez takiego dżentelmena
Pingusia - kotka Olusia, która dzielnie przetrwała zimę - któregoś dnia swoje powite w dzwonnicy kocięta przyniosła na stryszek naszej wiaty. Widać zaufała, ze dobrze się nimi zaopiekujemy. Podobno przenosiny przeprowadziła w jeden dzień, a to aż pięć kociąt i co najmniej piętnaście minut drogi dla człowieka , na dodatek przez dwa strumienie i dobrze pod górę!!
Gdy na początku sierpnia dotarłam na Bazę, kociaki były już odstawione definitywnie od mamy i cyca, Pingusia pojawiała się u nas tak mniej więcej raz na trzy dni, robiąc drobną inspekcję i pewnie przynosząc maluchom jakieś "smakołyki". Kociaki coraz odważniej pojawiały sięe wśród turystów, bardzo szybko nauczyły się, że gdy rano ktoś pojawia się pod wiatą, to jest szansa na jakieś jedzenie. Szczególnie pilnie pilnowały pór karmienia małej Ronji, karmionej mlekiem modyfikowanym....
Dość charakterystycznym dźwiękiem bazowym stał się odgłos kocich łapek na stryszku, a do ulubionych zabaw należało wyciąganie sznurówek z butów suszących się przed kominkiem
Potem już nawet dawały się miziać i siadały na kolanach. To akurat w dużej mierze zasługa licznych naBbazie dzieci, które za punkt honoru stawiały sobie pogłaskać kotka...
Kłopoty zaczęły się, gdy na bazie pojawiła się Luna , czyli pies na koty...
Kilka razy koty musiały szybko ewakuować się na drzewo, na które łatwo się wchodziło, ale czasami gorzej było z zejściem
Temu, który bał sięe najbardziej....
....zebrane na dole rodzeństwo najpierw dodawało otuchy....
....a potem pokazało, jak to zrobić ...
Zostawiony pod drzewem pasztecik też zrobił swoje i w końcu cała piątka znalazła się na dole.
Ale od tej pory większą część dnia koty spędzały na stryszku, na zejścia pod wiatę wykorzystując czas kiedy Luna ( i Tymyr, który podobno kotów nie goni, ale tak dla towarzystwa Lunie....) spały albo wychodziły z bazy.
Wszyscy - nawet ci, tylko przechodzący przez Bazę - turyści byli zachęcani przez nas do zabrania ze sobą choć jednego kociaka.. Niestety, chętni się nie znaleźli...No a Baza czynna będzie tylko do pierwszych dni września.
Na szczęście Dominice udało się znaleźć kotom dom tymczasowy w lecznicy w Lesku, gdzie kociaki zostały przewiezione i gdzie czekają na swoje nowe domy.
Niestety, problem kotów nie został do końca rozwiązany, gdyż pod cerkwią oprócz Pingusi spotkać mozna tez takiego dżentelmena
... a to grozi, ze kolejne kociaki znów pojawia się w Łopience.....
wtorek, 26 sierpnia 2014
Skansen w Sanoku
Dawno tam nie byłam... Może więc dobrze, że w czasie mego pobytu w Cisnej pogoda nie zachęcała do wypraw w góry
Subskrybuj:
Posty (Atom)