SBN Łopienka obchodziła w tym roku trzydziestą rocznicę powstania. Kiedyś była jedną z wielu baz namiotowych firmowanych przez Almatur, zorganizowanych tak, aby przechodząc z jednej do drugiej można było zwiedzić całe Bieszczady. Ale to było w zamierzchłych czasach turystyki plecakowej...
Dzisiaj stanowi pewien unikat, turyści "przechodni" oglądają nas czasem jak skansen, a czasem nawet dzieci straszą, ze jak nie będą grzeczne, to za rok tu przyjadą, a tu przecież nie ma prądu i zasięgu.
Nam to zdecydowanie nie przeszkadza.
Obchody nie były huczne, nie były kompletnie zorganizowane, za co wielokrotnie dziękowaliśmy (zaocznie) przedstawicielom Klubu, ale to i tak nie przeszkadzało nam spędzić tam miło czas.

Tegoroczną nowością było pojawienie się bazowego kota - Stefana, zwanego tez Panem Władeczkiem.
Niewątpliiwą zaletą jego obecności był brak zwierząt futerkowych, co bardzo ułatwiało życie kuchenne.
Cały czas trwały dyskusje, czy kota należy hołubić, czy tez - wręcz przeciwnie - tępić.
W pewnym momencie odwiedziła nas -wraz ze swym mało odpowiedzialnym panem -jeszcze pewna koteczka..
Bazowały tez psy:
Niunia
oraz Luna
.
Niuni obecność Stefana nie przeszkadzała, w czasie pobytu Luny miał on prawo przebywać w bazie tylko w czasie gdy ona spała. Co ciekawe, w tym wlasnie czasie uaktywniły sie nasze popielice zamieszkujace kibel, którym zdaje się Stefan też troche przeszkadzał.....
Nowe były też schody, myjnia i - bardzo przydatny w czasie dziecięcego najazdu - domek na drzewie