Mijają właśnie trzy lata od chwili, kiedy trafiła do nas z Palucha. Miała to szczęście, że opiekowali się nią wolontariusze współpracujący z Fundacją "Przytul Psa"
(http://www.przytulpsa.pl/) , i dzięki temu mogłam znaleźć jej zdjęcia na stronie
http://www.psy.warszawa.pl/. Inaczej pewnie trudno było by mi wybrać psiaka spośród tej błagającej o miłość gromady....
Kiedy ją -dzięki pomocy Pani Wiesi, która zawiozła nas do domu i przy okazji zrobiła te zdjęcia - zabierałam z Palucha wyglądała tak:
Ale już po pierwszej kąpieli i wstępnym czesaniu trochę się zmieniła...
Belcia to kolejny "schroniskowiec" w naszym domu, pierwsza - Pusia - trafiła do nas jeszcze ze schroniska mieszczącego się na Polu Mokotowskim.
W odróżnieniu od jej poprzedniczek musiała nie mieć złych doswiadczeń z ludźmi, bo kocha prawie (ale "prawie" robi pewną różnicę) wszystkich. Za to psy dzieli na trzy kategorie: wrogów, śmiertelnych wrogów i śmiertelnie śmiertelnych wrogów - do tej ostatniej zaliczamy wszystkie psie sąsiadki z naszej ulicy i okolic. Jest jeszcze jeden kolega - Kubuś, na którego tylko czasmi warczy, i który jej się trochę boi....
Dzisiaj już właściwie bez problemu udaje nam się przejść obok innych psów, nawet gdy to one rozpoczną awanturę, ale początki były baardzo trudne. Konsekwentne działanie i nagrody za dobre zachowanie przyniosły jednak rezultaty.
Poza tym Belcia jest raczej karna, raczej nie narzucająca się i bardzo kochana.
Sporo czasu spędza w ogródku, w którym ubyło nam trochę kwiatów, bo na ścieżkach przelotowych i wzdłuż płotu nie mają żadnych szans na przeżycie.

Uwielbia mieć dużo zabawek, nawet tych, w wersji szczątkowej. Obowiązkowo przynosi jedną z nich na powitanie i domownikom, i gościom. Każdą nową wypuszcza z pyska dopiero w chwili, gdy przestaje piszczeć....
Najważnijsze w zyciu naszego psą są: pora karmienia i spacery.....
........więc być czujną, gdy Pani pojawia się w kuchni.
A to nasza ściezka spacerowa:
A potem to już tylko służba.......
.....pieszczoty i słdkie lenistwo.....