Kiedy ją -dzięki pomocy Pani Wiesi, która zawiozła nas do domu i przy okazji zrobiła te zdjęcia - zabierałam z Palucha wyglądała tak:
Belcia to kolejny "schroniskowiec" w naszym domu, pierwsza - Pusia - trafiła do nas jeszcze ze schroniska mieszczącego się na Polu Mokotowskim.
W odróżnieniu od jej poprzedniczek musiała nie mieć złych doswiadczeń z ludźmi, bo kocha prawie (ale "prawie" robi pewną różnicę) wszystkich. Za to psy dzieli na trzy kategorie: wrogów, śmiertelnych wrogów i śmiertelnie śmiertelnych wrogów - do tej ostatniej zaliczamy wszystkie psie sąsiadki z naszej ulicy i okolic. Jest jeszcze jeden kolega - Kubuś, na którego tylko czasmi warczy, i który jej się trochę boi....
Dzisiaj już właściwie bez problemu udaje nam się przejść obok innych psów, nawet gdy to one rozpoczną awanturę, ale początki były baardzo trudne. Konsekwentne działanie i nagrody za dobre zachowanie przyniosły jednak rezultaty.
Poza tym Belcia jest raczej karna, raczej nie narzucająca się i bardzo kochana.
Sporo czasu spędza w ogródku, w którym ubyło nam trochę kwiatów, bo na ścieżkach przelotowych i wzdłuż płotu nie mają żadnych szans na przeżycie.
Uwielbia mieć dużo zabawek, nawet tych, w wersji szczątkowej. Obowiązkowo przynosi jedną z nich na powitanie i domownikom, i gościom. Każdą nową wypuszcza z pyska dopiero w chwili, gdy przestaje piszczeć....
Najważnijsze w zyciu naszego psą są: pora karmienia i spacery.....
........więc być czujną, gdy Pani pojawia się w kuchni.
A to nasza ściezka spacerowa:
A potem to już tylko służba.......
.....pieszczoty i słdkie lenistwo.....



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz