Niby prognozy mówiły, że zimy zbyt zimowej nie będzie w tym czasie w Bieszczadach, ale po cichu liczyliśmy na więcej śniegu - w dolinach prawie go nie było, pojawił się dopiero za Wetliną.
Połoniny oglądaliśmy najpierw z okolic Przysłupia
A na dobry początek 2013 wybraliśmy się na Wyżnią Przełęcz. Śliskość pod nogami już na pierwszych podejściach sprawiła, że- chcąc jednak w jednym kawałku wrócić z wyjazdu - zrezygnowałam z wdrapywania się na Wetlińską, i chyba dobrze, bo z góry co i raz dochodziły okrzyki grozy tych, co schodzili - podobno tam już całkiem dobrze wyślizgane było.Ale widoków z góry szkoda.....
A swoją droga podziwiałam ludzi, którzy idąc z małymi dziećmi i w obuwiu mało turystycznym (choć ta pani akurat nie miała na nogach kozaków na szpilce) założyli na początku drogi że "jak na tabliczce jest napisane wejście w godzinę, to my to w pół spokojnie zrobimy". Oczywiście wracali już po 10 minutach
Nocne zdjęcia niezbyt sie udały, ale :
1. księżyc, choć w pełni, był jednak trochę zachmurzony
2. musiałam się nieźle pokłócić z moim aparatem, żeby zechciał robić to, co ja chciałam...
Wyprawie do Łopienki poświęcony będzie osobny post, a na zakończenie - kilka obrazków z Buka
Wyjazd - jak to w Bieszczady - był bardzo udany !!!!!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz