czwartek, 3 stycznia 2013

Sylwestrowy spacer do Łopienki

Z Buka do Polanek udało nam się dojechać bryczkami, z grupą "turystów ogniskowych"


Dzięki temu udało mi  się poznać nowa jednostkę czasu: gdy już dojechaliśmy na miejsce ogniska, jeden z uczestników wycieczki na swoje pytanie o to, jak długo jechali usłyszał w odpowiedzi  " tak na jedną flaszkę"...
Biesiadnicy zostali w Polankach, a my podreptaliśmy znaną,  tym razem mocno oblodzoną drogą w kierunku Cerkwi. Lipa stoi jak stała, na ścianie pojawił się cień kapliczki - to zjawisko widziane tylko poza sezonem letnim. A w środku -atmosfera jak zwykle





Ale w przeciwieństwie do większości Łopieńskich turystów Cerkiew była dopiero początkiem naszej wycieczki - naszym celem było dojście najpierw do Bazy, a potem przez przełęcz do Dołżycy...
Droga do Bazy , latem mocno ocieniona, o tej porze roku zawsze zadziwia dużą ilością światła






 W strumieniu znalazło się trochę ciekawych form lodowych











W Bazie były jakieś ślady bytności ludzi, ale nikogo nie zastaliśmy. Ale papier w kiblu był !






Myjnia tym razem nie zachęcała do kąpieli....

I jeszcze niespotykany latem widok wiaty z drugiej strony strumienia ;

A po wejściu ze skrótu w "aleję ambon" spotkaliśmy .....




Na szczęście "Pluszaki" przeszły tą drogą już jakiś czas temu, ale chodząc teraz w okolicach Łopiennika i Hyrczy warto uważać!!!!








I na koniec - widoki z zejścia




Bieszczady trochę tylko zimowe....

Niby prognozy mówiły, że zimy zbyt zimowej nie będzie w tym czasie w Bieszczadach, ale po cichu liczyliśmy na więcej śniegu - w dolinach prawie go nie było, pojawił się dopiero za Wetliną.
Połoniny oglądaliśmy najpierw z okolic Przysłupia






A na dobry początek 2013 wybraliśmy się na Wyżnią Przełęcz. Śliskość pod nogami już na pierwszych podejściach sprawiła, że- chcąc jednak w jednym kawałku wrócić z wyjazdu -  zrezygnowałam z wdrapywania się na Wetlińską, i chyba dobrze, bo z góry co i raz dochodziły okrzyki grozy tych, co schodzili - podobno tam już całkiem dobrze wyślizgane było.Ale widoków z góry szkoda.....
 A swoją droga podziwiałam ludzi, którzy idąc z małymi dziećmi i w obuwiu mało turystycznym (choć ta pani akurat nie miała na nogach kozaków na szpilce) założyli na początku drogi że "jak na tabliczce jest napisane wejście w godzinę, to my to w pół spokojnie zrobimy". Oczywiście wracali już po 10 minutach















Nocne zdjęcia niezbyt sie udały, ale :
1. księżyc, choć w pełni, był jednak trochę zachmurzony
2.  musiałam się nieźle pokłócić z moim aparatem, żeby zechciał robić to, co ja chciałam...









Wyprawie do Łopienki poświęcony będzie osobny post, a na zakończenie - kilka obrazków z Buka





:












Wyjazd - jak  to  w Bieszczady - był bardzo udany !!!!!!!!