Dzięki temu udało mi się poznać nowa jednostkę czasu: gdy już dojechaliśmy na miejsce ogniska, jeden z uczestników wycieczki na swoje pytanie o to, jak długo jechali usłyszał w odpowiedzi " tak na jedną flaszkę"...
Biesiadnicy zostali w Polankach, a my podreptaliśmy znaną, tym razem mocno oblodzoną drogą w kierunku Cerkwi. Lipa stoi jak stała, na ścianie pojawił się cień kapliczki - to zjawisko widziane tylko poza sezonem letnim. A w środku -atmosfera jak zwykle
Ale w przeciwieństwie do większości Łopieńskich turystów Cerkiew była dopiero początkiem naszej wycieczki - naszym celem było dojście najpierw do Bazy, a potem przez przełęcz do Dołżycy...
Droga do Bazy , latem mocno ocieniona, o tej porze roku zawsze zadziwia dużą ilością światła
W strumieniu znalazło się trochę ciekawych form lodowych
W Bazie były jakieś ślady bytności ludzi, ale nikogo nie zastaliśmy. Ale papier w kiblu był !
Myjnia tym razem nie zachęcała do kąpieli....
I jeszcze niespotykany latem widok wiaty z drugiej strony strumienia ;
A po wejściu ze skrótu w "aleję ambon" spotkaliśmy .....
Na szczęście "Pluszaki" przeszły tą drogą już jakiś czas temu, ale chodząc teraz w okolicach Łopiennika i Hyrczy warto uważać!!!!
I na koniec - widoki z zejścia