Jakoś tak mi się przypomniała, gdy spojrzałam o zmierzchu na drzewa
niedziela, 27 stycznia 2013
Ptakom na drzewach pewnie zimno dziś....
Czy jeszcze ktoś pamięta taką piosenkę?
Jakoś tak mi się przypomniała, gdy spojrzałam o zmierzchu na drzewa

Jakoś tak mi się przypomniała, gdy spojrzałam o zmierzchu na drzewa
Wspomnienia z wakacji
O dużej ilości dzieci w Łopience w czasie tegorocznych wakacji już pisałam ......
OTO TYPOWI TURYŚCI ŁOPIEŃSCY AD 2012
OTO TYPOWI TURYŚCI ŁOPIEŃSCY AD 2012
czwartek, 3 stycznia 2013
Sylwestrowy spacer do Łopienki
Z Buka do Polanek udało nam się dojechać bryczkami, z grupą "turystów ogniskowych"
Dzięki temu udało mi się poznać nowa jednostkę czasu: gdy już dojechaliśmy na miejsce ogniska, jeden z uczestników wycieczki na swoje pytanie o to, jak długo jechali usłyszał w odpowiedzi " tak na jedną flaszkę"...
Biesiadnicy zostali w Polankach, a my podreptaliśmy znaną, tym razem mocno oblodzoną drogą w kierunku Cerkwi. Lipa stoi jak stała, na ścianie pojawił się cień kapliczki - to zjawisko widziane tylko poza sezonem letnim. A w środku -atmosfera jak zwykle
Ale w przeciwieństwie do większości Łopieńskich turystów Cerkiew była dopiero początkiem naszej wycieczki - naszym celem było dojście najpierw do Bazy, a potem przez przełęcz do Dołżycy...
Droga do Bazy , latem mocno ocieniona, o tej porze roku zawsze zadziwia dużą ilością światła

W strumieniu znalazło się trochę ciekawych form lodowych
W Bazie były jakieś ślady bytności ludzi, ale nikogo nie zastaliśmy. Ale papier w kiblu był !
Myjnia tym razem nie zachęcała do kąpieli....
I jeszcze niespotykany latem widok wiaty z drugiej strony strumienia ;
A po wejściu ze skrótu w "aleję ambon" spotkaliśmy .....
Na szczęście "Pluszaki" przeszły tą drogą już jakiś czas temu, ale chodząc teraz w okolicach Łopiennika i Hyrczy warto uważać!!!!
I na koniec - widoki z zejścia
Dzięki temu udało mi się poznać nowa jednostkę czasu: gdy już dojechaliśmy na miejsce ogniska, jeden z uczestników wycieczki na swoje pytanie o to, jak długo jechali usłyszał w odpowiedzi " tak na jedną flaszkę"...
Biesiadnicy zostali w Polankach, a my podreptaliśmy znaną, tym razem mocno oblodzoną drogą w kierunku Cerkwi. Lipa stoi jak stała, na ścianie pojawił się cień kapliczki - to zjawisko widziane tylko poza sezonem letnim. A w środku -atmosfera jak zwykle
Ale w przeciwieństwie do większości Łopieńskich turystów Cerkiew była dopiero początkiem naszej wycieczki - naszym celem było dojście najpierw do Bazy, a potem przez przełęcz do Dołżycy...
Droga do Bazy , latem mocno ocieniona, o tej porze roku zawsze zadziwia dużą ilością światła
W strumieniu znalazło się trochę ciekawych form lodowych
W Bazie były jakieś ślady bytności ludzi, ale nikogo nie zastaliśmy. Ale papier w kiblu był !
Myjnia tym razem nie zachęcała do kąpieli....
I jeszcze niespotykany latem widok wiaty z drugiej strony strumienia ;
A po wejściu ze skrótu w "aleję ambon" spotkaliśmy .....
Na szczęście "Pluszaki" przeszły tą drogą już jakiś czas temu, ale chodząc teraz w okolicach Łopiennika i Hyrczy warto uważać!!!!
I na koniec - widoki z zejścia
Bieszczady trochę tylko zimowe....
Niby prognozy mówiły, że zimy zbyt zimowej nie będzie w tym czasie w Bieszczadach, ale po cichu liczyliśmy na więcej śniegu - w dolinach prawie go nie było, pojawił się dopiero za Wetliną.
Połoniny oglądaliśmy najpierw z okolic Przysłupia
A na dobry początek 2013 wybraliśmy się na Wyżnią Przełęcz. Śliskość pod nogami już na pierwszych podejściach sprawiła, że- chcąc jednak w jednym kawałku wrócić z wyjazdu - zrezygnowałam z wdrapywania się na Wetlińską, i chyba dobrze, bo z góry co i raz dochodziły okrzyki grozy tych, co schodzili - podobno tam już całkiem dobrze wyślizgane było.Ale widoków z góry szkoda.....
A swoją droga podziwiałam ludzi, którzy idąc z małymi dziećmi i w obuwiu mało turystycznym (choć ta pani akurat nie miała na nogach kozaków na szpilce) założyli na początku drogi że "jak na tabliczce jest napisane wejście w godzinę, to my to w pół spokojnie zrobimy". Oczywiście wracali już po 10 minutach
Nocne zdjęcia niezbyt sie udały, ale :
1. księżyc, choć w pełni, był jednak trochę zachmurzony
2. musiałam się nieźle pokłócić z moim aparatem, żeby zechciał robić to, co ja chciałam...
Wyprawie do Łopienki poświęcony będzie osobny post, a na zakończenie - kilka obrazków z Buka
Wyjazd - jak to w Bieszczady - był bardzo udany !!!!!!!!
Połoniny oglądaliśmy najpierw z okolic Przysłupia
A na dobry początek 2013 wybraliśmy się na Wyżnią Przełęcz. Śliskość pod nogami już na pierwszych podejściach sprawiła, że- chcąc jednak w jednym kawałku wrócić z wyjazdu - zrezygnowałam z wdrapywania się na Wetlińską, i chyba dobrze, bo z góry co i raz dochodziły okrzyki grozy tych, co schodzili - podobno tam już całkiem dobrze wyślizgane było.Ale widoków z góry szkoda.....
A swoją droga podziwiałam ludzi, którzy idąc z małymi dziećmi i w obuwiu mało turystycznym (choć ta pani akurat nie miała na nogach kozaków na szpilce) założyli na początku drogi że "jak na tabliczce jest napisane wejście w godzinę, to my to w pół spokojnie zrobimy". Oczywiście wracali już po 10 minutach
Nocne zdjęcia niezbyt sie udały, ale :
1. księżyc, choć w pełni, był jednak trochę zachmurzony
2. musiałam się nieźle pokłócić z moim aparatem, żeby zechciał robić to, co ja chciałam...
Wyprawie do Łopienki poświęcony będzie osobny post, a na zakończenie - kilka obrazków z Buka
Wyjazd - jak to w Bieszczady - był bardzo udany !!!!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)