piątek, 20 stycznia 2012

Analogowo

Za namową Przemka na nowo sięgnęłam po aparat z filmem, czarno-białym na dodatek. Zabawa w samodzielne wywoływanie i  robienie odbitek, cała magia ciemni fotograficznej sprawiła, że uruchomiłam rodzinną Yashicę. Udało mi sie nawet dokupić do niej zestaw baterii pozwalających na korzystanie ze światłomierza i ......  po prawie pół roku udało mi się właśnie skończyć pierwszy film!
Na początek były próby w ogródku...

Potem aparat pojechał ze mną w Bieszczady.....





...i na Kujawy,


A w poprzedni niedzielny poranek, jeszcze przed zajęciami,  udało mi się "zdjąć"  Krakowskie tuż przed wygaszeniem światełek - to taki widok, który zawsze nastarja mnie pozytywnie , mimo zimy i konieczności wstawania w środku nocy...




 Na koniec dwa obrazki robione z  Poniatowszczaka.



 A wiosną, w ramach Przemkowych zajęć, robiłyśmy z Anią  zdjęcia w Parku Dreszera.




1 komentarz: