Wreszcie mi się udało.... I co prawda wiadomość o koncercie znów dotarła do mnie w ostatniej chwili, tak, że nie było już szans na zabranie ze sobą ani statywu ani innego obiektywu, ale byłam, słyszałam i widziałam !!!!
No i kilka zdjęć udało mi się zrobić....
Duża Aula Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej sama w sobie warta jest wycieczki fotograficznej....
........ale tym razem najważniejsi byli Oni -
Zespół Werchowyna, od 25 lat śpiewający - głównie a cappella - pieśni z terenów Ukrainy i Łemkowszczyzny.
W trakcie koncertu Aulę rozświetlają tylko świece, których zapalanie to taki etap wprowadzający w nastrój i zapowiedź, że już, już za chwilę...
Najpierw jeszcze przy zapalonych światłach
Potem, gdy Aula zapełniła się już gośćmi , przy światłach wygaszanych...

A potem zaśpiewali.......
Niestety, w przypadku tego koncertu Werchowyny same zdjęcia to mało, do następnego muszę opanować obsługę funkcję kamery w aparacie, bo tylko razem z niepowtarzalnym brzmieniem pieśni w tym wspaniałym gmachu relacja z koncertu może być pełna....