Marysia -osoba o niezwykle artystycznej duszy - miała tego pecha, ze urodziła się z zespołem Downa.
Dzięki niezwykłej determinacji całej rodziny prowadzi niemal normalne życie: ma wielu znajomych, tworzy, przez pewien czas mogła nawet pracować.
Znamy się od dawna - niemal w każde wakacje spotykamy się w Łopience, którą pokochała tak jak wielu, i gdzie zawsze dobrze sie czuje. Jej obecność tam zmieniła u wielu młodych ludzi i wyobrażenie, i podejście do osób takich jak ona: potrafią z nią rozmawiać, doceniają niezwykłe poczucie humoru, traktują tak, jak każdego innego turystę w Bazie.
Jej twórczość plastczną znałam już, o wierszach tylko słyszałam - ile razy pytałam o zapiski w zeszytach, zawsze twierdziła, że wiersz jeszcze nie jest skończony.
Tworzony przez jej siostrę Zuzę blog poświęcony życiu i twórczości Marysi : http://www.pannamariaodwierszy.blox.pl/ , w ostatnim konkursie na Bloga Roku znalazł się w finałowej trójce nominowanych do nagrody w kategorii "blogi literackie". Dziewczyny nagrody jednak nie otrzymały, co Panna Maria odebrała jako swoją osobistą porażkę. Żeby trochę poprawić jej nastrój, postanowiłyśmy wybrać się na zimową sesję fotograficzną. Nie przewidziałyśmy tylko tego, że dzisiaj raczej trudno było te plany zrealizować. Ale dzięki pomocy Roberta udało nam sie zrobić kilka zdjęć w bardziej niż zewnętrzna przyjaznej atmosferze.....
niedziela, 19 lutego 2012
piątek, 10 lutego 2012
zima nad morzem
Pierwszy raz zobaczyłam morze zimą dwa lata temu, przy okazji pobytu w Warblewie. Od tego momentu wiedziałam, że chcę tam o takiej porze wrócić....
Tym razem był to trzydniowy wypad do Gdańska. Jak na ostatnie Warszawskie doświadczenia, w Gdańsku miałam niemal letnią aurę - w pewnym momencie termometr w Sopocie przy molo wskazywał nawet plus 1 stopień, ale minus 10 i silny wiatr tez mnie dopadły. Niestety, złą stroną takiej pogody były tylko chwilowe przebłyski słońca. Aparat co jakiś czas wariował, lepiej niż ja wiedział- szczególnie wieczorem - jakie zdjęcia mam robić, a jak mu sie nie podobały moje ustawienia - odmawiał współpracy. Ale coś tam wyszło...
Tym razem był to trzydniowy wypad do Gdańska. Jak na ostatnie Warszawskie doświadczenia, w Gdańsku miałam niemal letnią aurę - w pewnym momencie termometr w Sopocie przy molo wskazywał nawet plus 1 stopień, ale minus 10 i silny wiatr tez mnie dopadły. Niestety, złą stroną takiej pogody były tylko chwilowe przebłyski słońca. Aparat co jakiś czas wariował, lepiej niż ja wiedział- szczególnie wieczorem - jakie zdjęcia mam robić, a jak mu sie nie podobały moje ustawienia - odmawiał współpracy. Ale coś tam wyszło...
piątek, 20 stycznia 2012
Analogowo
Za namową Przemka na nowo sięgnęłam po aparat z filmem, czarno-białym na dodatek. Zabawa w samodzielne wywoływanie i robienie odbitek, cała magia ciemni fotograficznej sprawiła, że uruchomiłam rodzinną Yashicę. Udało mi sie nawet dokupić do niej zestaw baterii pozwalających na korzystanie ze światłomierza i ...... po prawie pół roku udało mi się właśnie skończyć pierwszy film!
Na początek były próby w ogródku...
Na koniec dwa obrazki robione z Poniatowszczaka.
Na początek były próby w ogródku...
Potem aparat pojechał ze mną w Bieszczady.....
...i na Kujawy,
A w poprzedni niedzielny poranek, jeszcze przed zajęciami, udało mi się "zdjąć" Krakowskie tuż przed wygaszeniem światełek - to taki widok, który zawsze nastarja mnie pozytywnie , mimo zimy i konieczności wstawania w środku nocy...
Na koniec dwa obrazki robione z Poniatowszczaka.
A wiosną, w ramach Przemkowych zajęć, robiłyśmy z Anią zdjęcia w Parku Dreszera.
sobota, 7 stycznia 2012
Kujawy
Sylwestrowa wyprawa miała taką bardziej marcową oprawę: nawet ciągniki wyjechały w pole, i tylko skowronków brakowało...
Tylko z samego rana można było się natknąć na mrozowe malowidła
Elektrownie wiatrowe to taki nowy element miejscowego krajobrazu
Chyba bardziej zimowo było tam podczas mojej marcowej wizyty...
....co nie oznacza, ze nie było wówczas tez akcentów wiosennych:
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)